Mama ma wychodne

Niedawno pisałam o lęku separacyjnym u dziecka i sposobach radzenia sobie z nim. Odkąd zostałam mamą musiałam zrozumieć, że na razie koniec beztroskich wyjść z domu. Jednak teraz, kiedy Marysia niebawem skończy roczek postanowiłam, że najwyższy czas, aby na dłużej zostawiać dziecko z tatą. Kilka dni temu wyjechałam z domu na kilka godzin do Poznania. Tak- sama, bez rodziny! Oczywiście mąż proponował, że pojedziemy razem, że mnie zawiezie itd. Próbował zrobić wszystko, by się jakoś wymigać z tej sytuacji..🙂

Jednak nie w tym rzecz, ponieważ by pępowina została odcięta należy ten proces przeprowadzić dobrze. Gdy to zakomunikowałam mężowi, widziałam jego przerażone oczy oraz wiedziałam że nie mogę odpuścić. Dziecko powinno się już uczyć, że mama czasem potrzebuje wyjść z domu. Za dwa lata Marysia pójdzie do przedszkola, dlatego już teraz chcę przygotować ją na wejście w społeczeństwo. Oczywiście denerwowałam się trochę, czy Marysia nie będzie zanosiła się od płaczu za mną- jak się okazało, nic z tych rzeczy. Gdy mnie nie było, przestawiła się na tryb- tata. Był płacz, jasne. Gdy jest ze mną też płacze, to nic nowego. 

Jeśli chodzi o moje odczucia samotnego wypadu do miasta.. Cudowne. Czułam się trochę jak więzień, który wychodzi na wolność po rocznej odsiadce. Trochę jak dzikus, który z dżungli wybiera się do miasta tętniącego życiem. Wreszcie poczułam się trochę jak ta dziewczyna sprzed bycia matką, która była w ciągłym biegu, wśród ludzi, jednak cały czas pod telefonem. 🙂 Ograniczenia i bariery są w nas i od nas zależy, co z tym zrobimy.. Poddamy się im albo będziemy wychodzić na przeciw. Ja wybrałam tę drugą opcję- wolę przeganiać wszystkie lęki, aniżeli karmić je.. 

2 thoughts on “Mama ma wychodne

  1. Pozdrawiamy z niemalże rocznym Hubertem. Znam to uczucie. Nie zapomnę pierwszego „wyjścia”. Cała GODZINA z Lidlem w tle (gnałam pewnie po bodziaki w promo, bo ojciec raczej by nie ogarnął). Czułam się jak na wyjeździe na Teneryfę. Wakacje! Cała godzina tylko ja…i paki pieluch, ubranek, do tego chleb, ziemniaki, makaron, żebym mogła zaszaleć i ten raz w tygodniu zjeść coś pożywniejszego, ba!, może nawet na ciepło! Istny odlot! Optymizmu życzymy i cierpliwości 😃

    1. Witam:) Miło, że napisałaś. Poczucie, że piszę dla samej siebie ulotniło się w siną dal..:P Chwila swobody-mała śpi, zatem zajrzałam do blogowego świata.., by pewnie zaraz w pośpiechu zamykać komputer. 😀 Tak-takie wyjścia to prawdziwy luksus, pełen mieszanki emocji. 😉 Luksusem są też ciepła kawa i czasem w ogóle obiad ;P W zasadzie teraz to wszystko jest luksusem ! Pozdrawiamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *