Szczęściu nie stawia się warunków

Jeśli czytacie właśnie ten tekst, to znaczy że jesteście dużymi szczęściarzami. Dlaczego? Bo żyjecie, obudziliście się dziś. Wielu osobom tej nocy nie było to dane. Niektórzy może pomyślą-co za banał! Może i banał, ale jakże istotny. Czy potrafimy dostrzegać takie właśnie banały i cieszyć się nimi? Czy potrafimy cieszyć się drobiazgami? W końcu, czym jest szczęście, za którym tak gonimy? Naszło mnie na rozmyślanki, być może kwarantanna obudziła we mnie filozoficzne zakusy. Kiedyś wydawało mi się, że szczęście to zrealizowanie wszystkich planów i celów. Wraz z realizacją ich poczucie szczęścia przychodziło na chwilę, by zaraz zniknąć gdzieś za rogiem. Szukałam kolejnego celu i tak koło się zamykało.

Zawsze byłam bardzo ambitna, a każdą porażkę przeżywałam i brałam do siebie. Pamiętam jak na studiach nie zdałam egzaminu (niejednego zapewne) i szłam załamana ulicami Szczecina. Musiałam mieć bardzo smutną minę, ponieważ obca, mijająca mnie osoba powiedziała „Proszę się nie martwić, będzie dobrze..” 🙂 Potem praca na różnych stanowiskach, w małych firmach, dużych korporacjach. Ta Sinusoida tego, co chcę osiągnąć vis-à-vis rzeczywistość, zaczęła mnie męczyć.

Tak skupiałam się na tym, by sprostać oczekiwaniom swoim i społeczeństwa, że nie zauważyłam, że obok toczy się prawdziwe życie. Cele owszem- są ważne, ale jeśli chcemy czuć się szczęśliwi – nie tędy droga. Nowym planom nie ma końca, a piękne chwile przemykają gdzieś koło nas. Warunkowanie szczęścia to pułapka. Przestałam skupiać się na tym, że coś muszę, a zaczęłam wsłuchiwać w siebie. Myślę że to iluzja szczęścia, tak samo jak kupienie kilku par szpilek, domu z basenem czy wlanie w siebie morza wina, które pozornie wypełnią pustki. Człowiek zawsze będzie czegoś szukał i gonił za szczęściem, a spirala przepisów na nie będzie nieustająco się nakręcała.

Może jednak tutaj nie chodzi o to, aby gonić króliczka, a po prostu go mieć? Macierzyństwo znacząco wpłynęło na postrzeganie przeze mnie pewnych spraw. Myślę, że prawdziwe szczęście to stan ducha, wewnętrznego spokoju oraz harmonii. Zrozumienia, że tutaj też jest miejsce na strach, smutek , którym się jednak nie poddajemy. To umiejętność cieszenia się drobiazgami. Tym, że rano się obudziłam i mogę zobaczyć uśmiechniętą buzię mojej córeczki, mogę poczuć zapach porannej kawy, spojrzeć w niebo, porozmawiać z bliskimi przez telefon, czy spacerować po lesie. Jeśli drobne rzeczy nas nie cieszą, to te duże tym bardziej nie będą.

Nie mogę stwierdzić, że stan ten w pełni osiągnęłam, ale pracuję nad tym. Jak większość z nas, też mam w głowie tego drapieżnika, który podsuwa mi czarne, pełne niepokoju scenariusze. Każe analizować różne sytuacje albo podstawia proste rozwiązania złudnego szczęścia, np. gna mnie do spiżarki po słodycze, z czym bez większego sukcesu walczę..:) Nie na wszystko mamy wpływ i świadomość tego pozwala panować nad tymi natrętami w głowie, którzy tylko zabierają cenny czas i energię.

O tym jak widzi szczęście, napisała Beata Pawlikowska w swojej książce ” W dżungli podświadomości”:

„..szczęście bierze się z tego, co człowiek ma w duszy. A nie z tego, co musi zdobyć albo zrobić. Dopełnienie żadnych warunków nie da szczęścia. Jeżeli wyznaczasz sobie cel, który jest warunkiem twojego szczęścia, to nigdy nie będziesz w stanie się nim ucieszyć i nigdy nie poczujesz się w pełni szczęśliwy. Dostaniesz krótką satysfakcję, ale nie szczęście, którego tak uparcie poszukujesz. Bo szczęście nie leży TAM, tylko jest TUTAJ. W tobie..”

Na swoim blogu napisała :

” Znalazłam szczęście wtedy, kiedy przestałam uparcie do niego dążyć i go szukać. Puściłam wszystko. Tak jakbym kładła się na oceanie i czekała dokąd mnie zaniesie. I wtedy właśnie znalazłam szczęście.”

Potrzeba pisania chodziła za mną od dawna, tylko nie dopuszczałam jej do głosu. Jedynie w pismach urzędowych..;) Drapieżca w głowie mówił mi- nie warto, to strata czasu, kto to w ogóle będzie chciał czytać..? Przyszedł moment, że poddałam się temu i zaczęłam pisać. Niczego nie oczekując, nic nie zakładając. Skupiłam się na tym, co jest tu i teraz. Robię to, co sprawia mi przyjemność i uszczęśliwia. Bez wyznaczonego celu, wskoczyłam na tę falę, jak Beata i płynę. Gdzie mnie poniesie, nie wiem. Wiem natomiast jedno, że ta fala każdego dnia przynosi nowe niespodzianki.

Szczęście jest bliżej niż nam się wydaje.. i nie możemy stawiać mu żadnych warunków. Ono jest w nas. Możemy się go nauczyć i możemy sprawić, by ktoś poczuł się szczęśliwy. Przede wszystkim jest ono tu i teraz, nie w przyszłości. W przeżywaniu każdej chwili, a nie w ucieczce przed nią w iluzję. Szczęściu trzeba dopomóc odczarowując wszystkie fałszywe recepty na bycie szczęśliwym. Potem zaczną się dziać prawdziwe czary.. Zatem wskakujcie na swoje fale !

jezioro

2 thoughts on “Szczęściu nie stawia się warunków

  1. Bardzo pięknie i mądrze napisane. Być może to jest recepta „odczarowana” na szczęście każdego z nas… Kto wie. Warto się wsłuchać w siebie i warto umieć je dostrzec jeśli już się pojawi. A dostrzeganie własnego szczęścia jest i nie jest proste. Całe życie je szukamy, a tymczasem ono jest, ale my nie dostrzegamy go. W pędzie życia takie chwile umykają bezpowrotnie, chwile zwane szczęściem. Trzeba się zatrzymać żeby je dostrzec i umieć się nim cieszyć.
    Gosiu, pisz dalej bo w tym jest wiele serca i myślę, że innym możesz pomóc własnymi przemyśleniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *